Mięśnie to nasza „lokata na przyszłość”. Prehabilitacja cz. 1: Ruch
- 2 mar
- 3 minut(y) czytania
Ostatnio moją pasją stało się zgłębianie tematu prehabilitacji. Choć słowo brzmi technicznie, kryje się pod nim coś absolutnie ludzkiego: przygotowanie organizmu do walki o zdrowie, zanim nadejdzie kryzys.
Prehabilitacja - kompleksowy „czteropak” - opiera się na czterech filarach: mądrych ćwiczeniach, odpowiedniej diecie, nastawieniu psychicznym i porzuceniu nałogów. Dziś chciałabym otworzyć cykl wpisów na ten temat i zacząć od filaru, który jako opiekun medyczny uważam za fundament: od aktywności fizycznej w walce z sarkopenią.
Czym właściwie jest ta sarkopenia?
Mówiąc najprościej: to sytuacja, w której nasze mięśnie zaczynają „znikać”. Z wiekiem lub pod wpływem choroby organizm szybciej rozbija białka, niż zdąży je odbudowywać. To trochę tak, jakby z muru ubywało cegieł, a my nie nadążali z dowożeniem nowych. Efekt? Słabszy uścisk dłoni, trudniejsze wstawanie z fotela i – co najgroźniejsze – ogromne ryzyko upadku.
Zgłębiając materiały (m.in. definicje Europejskiej Grupy ds. Sarkopenii), odkryłam, że siła mięśni to nie tylko kwestia wyglądu, ale nasze „być albo nie być” podczas leczenia czy operacji.
Dlaczego ćwiczenia są „iskrą”?
W temacie prehabilitacji zafascynowało mnie jedno: nasze mięśnie są niezwykle inteligentne. Możemy dostarczać organizmowi najlepsze „paliwo” (białko w diecie), ale bez odpowiedniego sygnału, ciało go nie wykorzysta.
Tym sygnałem jest ruch. To ćwiczenia (oporowe, aerobowe, a nawet oddechowe) są iskrą, która mówi organizmowi: „Te mięśnie są nam potrzebne! Nie pozwalaj im znikać, buduj je!”. Już kilka tygodni mądrego ruchu przed planowanym leczeniem potrafi zdziałać cuda – skrócić pobyt w szpitalu i przyspieszyć powrót do domu.
Co to oznacza w mojej codziennej misji?
Zgłębianie wiedzy o sarkopenii i prehabilitacji zmieniło moje spojrzenie na czas, który spędzam z podopiecznymi.
Zaczęłam jeszcze baczniej obserwować moich podopiecznych. Mój „radar” na sarkopenię – 3 rzeczy, które sprawdzam podczas wizyt
Jako opiekun medyczny, nie robię seniorom skomplikowanych badań laboratoryjnych, ale wykorzystuję czas naszych wspólnych 3–4 godzin, by dyskretnie obserwować ich formę. Oto co powinno zaniepokoić każdą rodzinę:
„Strategia fotela” (Siła nóg) Zwracam uwagę na to, jak senior wstaje. Czy potrzebuje kilku prób? Czy musi mocno odpychać się rękami od poręczy, bo same nogi „nie niosą”? Jeśli wstawanie staje się wyzwaniem logistycznym, to sygnał, że zanikają włókna odpowiedzialne za moc i dynamikę. W prehabilitacji to właśnie te mięśnie staramy się „obudzić” najpierw.
Uścisk dłoni i... zakrętki Często prozaiczna prośba: „Pani Aniu, niech mi Pani otworzy tę wodę/słoik” mówi mi więcej niż kwestionariusz medyczny. Słabnący uścisk dłoni to jeden z najlepiej udokumentowanych objawów sarkopenii. Dlatego podczas moich wizyt zachęcam do drobnych prac manualnych – mięśnie dłoni to przedłużenie sprawności całego organizmu.
Zmiana rytmu chodu (Szuranie) To bardzo charakterystyczne: senior zaczyna skracać krok i „szurać” kapciami zamiast pewnie podnosić stopy. Dlaczego tak się dzieje? Bo słabe mięśnie brzucha i bioder nie mają siły stabilnie unieść nogi. To tutaj czai się największe ryzyko upadku, dlatego w moich programach opieki tak bardzo stawiam na bezpieczny ruch, który przywraca pewność kroku.
Te 3-4 godziny to nie tylko opieka, to okno możliwości, w którym:
Budujemy rezerwy: Nawet proste prostowanie nóg podczas siedzenia w fotelu to sygnał ratunkowy dla mięśni.
Dbamy o bezpieczeństwo: Silniejsze mięśnie to lepsza równowaga, a lepsza równowaga to mniej upadków.
Przygotowujemy się na „jutro”: Chcę, aby moi podopieczni mieli jak największą „lokatę” siły, z której będą mogli wypłacić środki, gdy ich zdrowie zostanie wystawione na próbę.
To dopiero początek...
Nie jestem lekarzem, ale jestem pasjonatką życia w dobrej formie do samego końca. Skoro już wiemy, że ruch to „iskra”, w kolejnym wpisie opowiem Wam o drugim filarze prehabilitacji – diecie, która dostarcza cegieł do budowy naszego „muru”.
Sarkopenia jest podstępna, bo jej nie widać, dopóki nie dojdzie do kryzysu. Ale dzięki prehabilitacji możemy zacząć działać, zanim będzie za późno.*
